RECENZJA RESTAURACJI

Kim są Pierogi Boys?

Ich nowa restauracja poszerza wizję łatwej do pokochania kuchni polskiej.

Autor: Matthew Schneier , główny krytyk kulinarny w New York Magazine

Kiedy DJ na Ridgewood mówi ci, że znalazł w okolicy sznycel lepszy niż wszystko, co jadł w Berlinie, od razu tam idziesz. Nie jest to tak zaskakujące, jak się wydaje: ostatnio wszyscy znani mi noise-rockerzy, brand managerowie i alt-komicy przenieśli się z Bushwick do Ridgewood, zakątka Queens'u, który, nieprzypadkowo, rozwijał się w tym samym czasie, co jego gastronomia. Restauracja Rolo's nadaje ton. Il Gigante to jego Il Buco . Hellbender ma poważne menu z chlupoczącymi margaritami. A pod koniec zeszłego roku pojawił się najnowszy przybysz. Szukajcie szydełkowych zazdrostek powieszonych w starym domu pogrzebowym na rogu Onderdonk Avenue.

To domena Pierogi Boys , czyli Andrzeja Kinczyka i Krzysztofa Poluchowicza, pierogowych partnerów. Pierogi Boys nie są dla nich nowością, ponieważ sprzedają je w DeKalb Market Hall od 2017 roku. Ridgewood, też nie jest dla nich nowością bo mieszkają tu od czasu emigracji z Polski 21 lat temu. Ale ich 40-siedzeniowa restauracja z dużym sklepem spożywczym jest jak dotąd największym wyrazem ich ambicji. Ridgewood ma sporą polską populację — wielu Polaków przeprowadziło się tam po tym, jak Greenpoint stał się za drogi— ale Kinczyk i Poluchowicz nie kierują swojej oferty wyłącznie do swoich rodaków. „Wiele polskich restauracji w Nowym Jorku jest stworzonych specjalnie dla Polaków” — powiedział mi Poluchowicz. „A my zrobiliśmy to odwrotnie. Zawsze chcieliśmy, aby nasze miejsce było bardzo otwarte. Chcieliśmy promować polskie jedzenie”.

Dla ciekawskich Polaków i tych, którzy odeszli od tematu polskiego jedzenia po zamknięciu w 2015 roku Łomżynianki, kultowej restauracji na Greenpoincie, Pierogi Boys stanowią wygodny początek. Podczas gdy pierwsza inicjatywa Boysów – maleńki kiosk z jedzeniem – jest „boleśnie autentyczna” i opiera się na przepisach ich babć, nowa restauracja ma bardziej elastyczne podejście. Przez pierwsze kilka miesięcy odwiedzający Polacy narzekali, że nowości w menu nie były tym, co podawałyby ich babcie . Tutaj sznycel podawany jest z sałatką z pikantnej, różowej radicchio z chrzanem, a nie z górą puree ziemniaczanego.

Pierogi Boys łatwo pokochać: urocze, smaczne, bezpretensjonalne i sycące, choć nie do granic możliwości, jak dawniej. Kinczyk i Poluchowicz nadzorują lokal, a kuchnią dowodzi Matt Oliver, lokalny szef kuchni z wieloletnim doświadczeniem, który dopiero zaczyna swoją przygodę z polską kuchnią. (Boys dali mu stos książek kucharskich, wycieczkę do Polski i miesiąc na zapoznanie się z kulinariami). Kuchnia jest bardziej współczesna, niż moglibyście się spodziewać. Najnowszym trendem nowojorskiej gastronomii jest kapusta designerska: hybrydowa kapusta stożkowa Caraflex i mniejsza kapusta Sugarcone w menu restauracji i na pretensjonalnych półkach z warzywami w mieście, ale Polakom jednego na pewno nie trzeba tłumaczyć: kapusty. Tutaj jest ich pod dostatkiem — pikantna kiszona kapusta w pierogach z grzybami i słodko-korzenna brukselka gotowana z cebulą i śmietaną podawana na długim makaronie o nierównych brzegach, co stanowi odmianę tradycyjnego dania znanego jako łazanki, czyli rodzaju zapadniętej lasagne.

Każdy posiłek tutaj powinien obejmować pierogi, których restauracja produkuje tysiące tygodniowo, tak wiele, że zajmuje się nimi osobny zespół pierogowy. Wytrawne opcje oferowane są w trzech nadzieniach – duszona wołowina i wieprzowina, ziemniaki z serem oraz kapusta kiszona z grzybami, która jest moją ulubioną i warto ją zamówić z małymi kawałkami polskiego boczku – i tylko gotowane, aby nie zabić delikatnego ciasta. (Na stoisku w food hall'u niedawno ugięli się fast foodom i zaczęli sprzedawać wersję smażoną na patelni. „Nie jesteśmy z tego dumni” – powiedział Kinczyk).

Restauracja serwuje małe menu dzienne, ale lepiej pójść na kolację. Sznycel wieprzowy, choć nie klasyczny po wiedeńsku, jest jednak tak dobry, jak obiecywał DJ – wielkości kołpaka i zwieńczony grubą warstwą roztopionego masła oraz krętym węzłem anchois. Konfitowana kaczka, podana na stercie duszonej świątecznej czerwonej kapusty i polana sosem z czarnych porzeczek, była równie dobra, jak ta, którą jadłem w wielu o wiele bardziej eleganckich lokalach. Żadna polska restauracja nie mogłaby sobie pozwolić na pominięcie barszczu – gorącej ukraińskiej wersji zimą, chłodnej litewskiej latem – ani czosnkowej kiełbasy, ale ja wolałem zacząć od prostego talerza chleba z masłem, którego niepozorna nazwa przeczyła ciężkiemu, ciemnemu bochenkowi z ziarnami (bardzo mile widzianemu w erze schyłku pumpernikla!) z masłem z boczkiem.

„Przytulnie, przytulnie, przytulnie” – wykrzyknęła jedna z moich gości, która mieszkała w okolicy w 2009 roku, kiedy wybór restauracji w okolicy był znacznie skromniejszy. "Jakoś dawała radęwspominała bez zbytniej nostalgii za dawnymi latami – jedząc fasolę, hummus i jedzenie z supermarketu”. Pewnej niedawnej nocy, przy coraz dłuższym świetle dnia, zmieniająca się sceneria wydawała się odległa od tamtej epoki: rodziny z wózkami karmiące dzieci pierogami, urocze gejowskie pary popijające martini z kiszonymi ogórkami w krótkich spodenkach. Można ubolewać nad gentryfikacją, ale z Pierogi Boys czy bez, supermarket Whole Foods pojawi się w tym roku na Myrtle Avenue. A lokalne polskie rodziny, początkowo oporne, zaczęły się przekonywać do rewizjonistycznej wrażliwości Pierogi Boys. „Nawet nasi najsurowsi krytycy zaczynają się tym cieszyć” – powiedzieli mi Pierogi Boys.

Brudnopis

Pierogi Boys

57-34 Catalpa Ave., at Onderdonk Ave., Ridgewood; pierogiboys.com

Można bez mięsa
W przeciwieństwie do wielu polskich lokali, Pierogi Boys stawia na dania wegetariańskie. Zamiast Kanapki Reubena z kiełbasą, spróbuj „grzybów a la pastrami”.

Buraki wszędzie
Buraczana miłość restauracji rozciąga się nawet na deser, w tym lody waniliowo-buraczane. Byłem sceptyczny, ale to był hit mojego stolika.

FYI (Dla Twojej Informacji)
Pierogi to liczba mnoga — sześć pierogów ułożonych w kolejności. Liczba pojedyncza w języku polskim to pieróg , ale, jak powiedział Poluchowicz, „nie da się zjeść tylko jednego”.